JJest kraj, w którym znajduje się tysiąc hoteli. W każdym mieszka tysiąc gości, a raz na tysiąc dni smok pożera jedną osobę.

Pojedziesz tam czy nie?

Większość nie pojedzie. Bo po co jechać do smoka, skoro można gdzie indziej.

To tak jak z rekinami. Corocznie na całym globie w wyniku ataków rekinów ginie ledwie kilka osób. Na setki milionów kąpiących się w oceanach turystów. Ale jeśli mam popływać w chłodnej ciemnej toni morza albo w basenie, wybieram to drugie. Wyobraźnia to potęga. Wolimy zakończyć nasz żywot w łóżku lub na swojskiej, ciepłej muszli sedesowej niż w paszczy potwora.

W ocenie autora miejsce uzyskało osiem na dziesięć możliwych gwiazdek - 8/10

Gwiazdki, maksymalnie 10, są subiektywną oceną autora, czy warto jechać 
i nie muszą być zgodne z punktacją kategorii przedstawioną w tabeli poniżej.

Jeżeli jednak wierzysz logice i jesteś silny psychicznie – jedź. Natomiast sprawdź, jaka jest opieka medyczna, ubezpieczenie, popularne choroby.

W Egipcie częste są zatrucia pokarmowe. A wizyta lekarza wygląda tak: do pokoju hotelowego, w którym leżysz z gorączką, wchodzi uśmiechnięty, elegancko ubrany, czyściutki lekarz, a za nim piękna młoda asystentka z walizką na kółkach. Lekarz zagaduje o dolegliwości nienaganną angielszczyzną, siada w fotelu, a w tym czasie pielęgniarka-modelka robi show. Okazuje się, że walizka ma nóżki i zamienia się w stół, a następnie w kredens pełen leków, termometrów i mierników. Lekarz komenderuje, a dziewczę mierzy ci ciśnienie, temperaturę, zagląda tu i tam. Po chwili badania żałujesz, że nie jesteś chory wenerycznie. W końcu laska robi ci zastrzyki i wypisuje recepty. Wreszcie lekarz wstaje, wyjmuje złoty długopis i składa podpis na recepcie. Pożegnanie, wyjście z powłóczystym spojrzeniem pielęgniareczki. Rachunek – 50 USD zwrócony przez PZU. Powrót do zdrowia po dwóch dniach.

6.8Overall5Bezpieczeństwo7Drogo czy tanio6Stosunek ceny do wartości7Egzotyka, inność5Fajne, interesujące społeczeństwa | stosunek do turystów | ciekawe plemiona10Zabytki, muzea8Krajobrazy, architektura9Hotele4Jedzenie7Aktywny wypoczynek, plażowanie itp.4Przyroda, parki, zoo, zwierzęta9Klimat6Drogi, komunikacja, transport, swoboda podróżowania8Wizy, łatwość przekraczania granicy

Muszę wspomnieć o świetnej wyprawie fotograficznej do Egiptu sprzed dwudziestu lat. Miałem wtedy studio fotograficzne i wydawca kalendarzy zażyczył sobie zdjęć modelek w egzotycznej, tropikalnej scenerii. Przekonałem doświadczonego fotografa Jurka do wspólnego wyjazdu. Argumentem na moją korzyść była znajomość angielskiego, którym kolega nie władał. Ekipa, poza makijażystką i fotografami, obejmowała cztery modelki. Załatwiłem zdjęcia na hotelowym basenie i w ogrodzie. Dziewczyny w wieczorowych sukniach lub bikini pięknie prezentowały się w miękkim świetle na basenie. Kolega miał zamówienie z magazynu motoryzacyjnego, więc wynajęliśmy terenowego mercedesa i wybraliśmy się w plener. Zażyczył sobie, aby samochód stał na plaży z morzem w tle. Młody sympatyczny Arab, który przedstawił się jako właściciel wypożyczalni. zobaczył nasze modelki i zaoferował, że pojedzie z nami, pokaże spokojne miejsce i w ogóle pomoże. Znaleźliśmy się na odludnej plaży daleko za miastem. W zasięgu wzroku żadnych zabudowań, kompletna pustynia. Rozłożyliśmy się jak na pikniku. Sesja obejmowała zdjęcia topless, których w egipskim hotelu z oczywistych względów nie można było wykonać. Dziewczęta prężyły się przy samochodzie. Leżały na masce, na piasku, przy zderzaku, siadały za kierownicą. Szły litry olejku do opalania. Jurek kupił na bazarze sukienkę wykonaną z sieci, obszytą cekinami. Odważne modelki zaczęły obrywać cekiny, aż została właściwie sama sieć. A była to sieć na naprawdę duże ryby! Arabski kolega był wniebowzięty. Biegał wokół, usiłował podpowiadać najlepsze ujęcia i pozy. Zwierzył mi się, że to chyba najlepszy dzień w jego życiu, że czuje się tak, jakby był w raju. Potwierdziłem, że pogoda rzeczywiście jest wyjątkowa jak na tę porę roku.

Minęło kilka godzin. Nagle zauważyłem, że morze niepostrzeżenie się podniosło i podeszło bliżej samochodu. Tylne koła były w wodzie. Wskoczyłem za kierownicę, włączyłem napęd na cztery koła i ruszyłem. Tylne koła zakręciły się i zaryły w piasku. Samochód osiadł na plaży podwoziem. Wszyscy próbowali pchać, nawet dziewczyny, ale bez skutku. Powiało grozą. I nagle Mohammed z przyjaciela przeistoczył się we właściciela pojazdu.

– Jak woda zaleje wnętrze, ty odpowiadasz! – krzyczał. – Wiesz, ile kosztuje mercedes? – Machał rękami i kręcił się wokół mnie. Rzucał uwagi po arabsku.

Modelki zeszły na dalszy plan. Rura wydechowa bulgotała w wodzie. Przypływ trwał. Było niewesoło.


Wtem z okolicznych krzaków jak na komendę wyszło dwudziestu podglądaczy. Szli z ponurymi twarzami w naszą stronę. Skąd się, k…, wzięli? pomyślałem. Co teraz będzie? – ucieczka z ciężkim sprzętem i dziewczyną nie wchodziła w grę. Mężczyźni bez żadnych wyjaśnień obstąpili samochód i wypchnęli go na suchy brzeg. Tak jak przyszli, bez słowa odwrócili się i odeszli. Zostaliśmy sami. Nastrój prysł. Wracaliśmy do hotelu w blasku zachodzącego słońca.

Inne zderzenie kultur nastąpiło któregoś dnia na kolacji. Ładna i młoda Małgosia z Bydgoszczy wypiła przed posiłkiem parę drinków. Na wieczór założyła perukę, czerwone skórzane spodnie, szpilki i wyzywającą bluzkę. Gdy schodziła po schodach do restauracji, mijający ją ojciec egipskiej rodziny tak się zapatrzył, że uderzył głową w wielką kamienną kolumnę. Stoczył się ze schodów na oczach żony i gromadki dzieci. Łysy grubas z nogami do góry. Myślicie, że Małgosia chociaż spojrzała na nieszczęśnika? Szła dalej, niewzruszona, wpatrzona w dal niewidzącymi oczami, z kamienną odpychającą twarzą. Jak na wybiegu.

Nasze modelki budziły w hotelowych gościach ciepłe uczucia. Były zagadywane, grzecznie zaczepiane – tak przez turystów, jak i przez obsługę. Jacyś Egipcjanie zdobyli numery telefonów do ich pokoi i składali propozycje wyjścia na nocną dyskotekę, przysyłali kwiaty i ciasteczka. Jako organizatorzy byliśmy pod ciągłą presją, że męczymy panny zdjęciami, a przecież mogłyby spędzić czas ciekawiej, w innym towarzystwie.

Mieliśmy w planach sesję topless na quadach na pustyni. Właściciel motocykli przydzielił nam do pomocy i nadzoru dwóch młodych pracowników. Wybraliśmy odległe, odludne miejsce i wykonaliśmy kawał dobrej fotograficznej roboty. Nadszedł czas powrotu. Okazało się, że musimy szybko odstawić maszyny do Hurghady. Ponieważ dziewczyny prowadziły bardzo powoli, opiekunowie zdecydowali, że wezmą po jednej modelce na swoje quady i wtedy pojedziemy szybciej. Kawalkada ruszyła. W pewnym momencie naszą grupę wyprzedził jeden z opiekunów wiozący z tyłu Anię K. Gnał po pustyni jak wariat. Na oko ponad 100 km/h. Ciągnąc za sobą warkocz pyłu, oddalał się od nas błyskawicznie. Czułem, że muszę coś zrobić, ale co? Nagle pędzący pojazd wpadł w rów, odbił się i wyleciał w powietrze. Przez chwilę widzieliśmy quada i dwie postacie – leciały, każda osobno, po czym spadły na kamieniste podłoże. Wszystko zakrył tuman kurzu. Podjechaliśmy. Okazało się, że stoją już na swoich nogach. Ania, cała pokrwawiona, drżała w szoku. Chłopak oglądał motocykl. Był podrapany i poobijany, ale sprawny. Opiekunowie wsiedli na quada i odjechali. Zostaliśmy sami. Opatrzyłem prowizorycznie rany Ani. Wróciliśmy sami do wypożyczalni. Nie było tam nikogo poza jakimś chłopaczkiem, który odebrał od nas pojazdy. Twierdził, że nic nie rozumie. Zamknął garaż i odjechał na rowerze. Złapałem taksówki. Pogotowie, prześwietlenia, opatrunki. Późną nocą wróciliśmy do hotelu. Na szczęście Ania miała zdartą skórę, ale kości i narządy wewnętrzne nie zostały uszkodzone.

Było jasne, że jej dalszy udział w zdjęciach jest niemożliwy. Walczyłem z wypożyczalnią o rekompensatę dla modelki. Nie odbierali telefonów, udawali, że nie rozumieją, o co chodzi. W desperacji poprosiłem o pomoc egipskich zalotników z hotelu. W końcu przedstawiali się jako wpływowe osobistości. Oczywiście nie pomogli, ale od tego momentu mieliśmy spokój i nikt nie proponował już dziewczynom nocnych klubów ani nie przysyłał kwiatów. Z pomocą hotelu uzyskałem dla Ani niewielką kwotę od wypożyczalni, ale dla niej, młodej dziewczyny z małego miasta, było to więcej niż OK.

Myślę, że w Egipcie lepiej się trzymać standardowego, sprawdzonego programu wycieczki i dać sobie spokój z eksperymentami czy improwizacjami. Ostatnio pierwszy raz w życiu zostałem zaproszony na tygodniową bezpłatną zagraniczną podróż przez Ministra Turystyki Egiptu. Oczywiście dałem się przekupić i uwierzyłem, że podróż „pod piramidy” to dobra opcja. 

W obecnej sytuacji radze omijać Synaj. Polecam rejs statkiem po Nilu, zwiedzanie Luxoru, nurkowanie w Hurghadzie.   Click to Tweet

Będą i na pewno zapamiętacie zjazd lodową rynną, a jeśli nie zapamiętacie, to nie szkodzi – dostaniecie dyplom z pamiątkowym zdjęciem na bobsleju.

Egipt ma najlepszy stosunek ceny do jakości. Ta myśl prowadzi mnie do ulubionej historii związanej z tym krajem.

Otóż szykując remont swojej stuletniej kamienicy na warszawskiej Pradze, zainteresowałem się wytrzymałością stropu piwnicznego pod bramą budynku. Miały tam wyjeżdżać kontenery z gruzem i wjeżdżać różne maszyny, więc strop był mocno obciążony. Poprosiłem konstruktora o ekspertyzę. Po oględzinach powiedział, że to bardzo dobrze, iż się tym interesuję, bo konsekwencje katastrofy budowlanej będą dla mnie tragiczne i lepiej strop wzmocnić. Miał być zrobiony specjalny fundament i żelbetowy strop grubości ok. 70 cm, taki jak nad bunkrem Hitlera pod kancelarią Rzeszy w 1945 r. Projekt specjalista wycenił na 18 000 PLN. Koszt wykonania to już inna sprawa.

Poprosiłem też o opinię innego konstruktora, starszego pana M. Obejrzał i stwierdził, że rzeczywiście strop będzie przenosił duże obciążenia, ale przecież sto lat temu projektowali go również inżynierowie. Niemniej przy takich starych konstrukcjach przyjmuje się utratę nośności na poziomie ok. 30%. Dlatego proponuje postawić pod każdą z jedenastu metalowych szyn nośnych słupek z cegły, który zmniejszy jej rozpiętość. Wyjął kartkę z obliczeniami, przyłożył pieczątkę, podpisał i dał mi z wyjaśnieniem, że to, jakby ktoś się czepiał. Rachunek wyniósł 200 PLN.

Zaproponowałem mu opiekę konstruktorską nad całym remontem. Pan M. odparł, że chętnie, ale nie może, bo jedzie do Egiptu, na pół roku. Pracuje tam przy renowacji świątyni Hatszepsut w Luksorze. W czasie kawy i pogawędki spytałem, co nastręcza największe trudności tam, na miejscu? Okazało się, że papierologia i kłody rzucane pod nogi przez miejscową administrację. Przykład?

– Proszę pana, jakość cementu w Egipcie jest bardzo nierówna i chcąc być pewnym wytrzymałości betonu, musimy go przywozić z Polski. Proszę sobie wyobrazić, że od tych transportów musimy opłacać cło i VAT, mimo że to przecież prezent dla rządu Egiptu. Próbowałem uzyskać odpowiednie zwolnienie z Ministerstwa Starożytności, ale trwało to tak długo, że wartość opłat za składowanie wyszła większa niż oszczędność na cle i Vacie. Teraz więc grzecznie płacimy, dajemy też drobne upominki i jakoś to idzie.

Aleksandria. Nasz autobus przeciska się wąskimi uliczkami. Zaparkowany peugeot tak wystaje, że przejazd jest niemożliwy. Stojący na ulicy starszy pan o wyglądzie dozorcy zwołuje mężczyzn z kawiarni. Wychodzą, unoszą tył auta i przestawiają je na chodnik. Autobus jedzie dalej. To jest Egipt!


Egipt jest nierówny. Z jednej strony – 49% analfabetyzm. Z drugiej – supernowoczesna biblioteka w Aleksandrii, odjazdowa architektura i multimedia wewnątrz. Warto spędzić kilka dni w Kairze, aby poznać ten fenomen i atrakcje wielkiego miasta. Jest co oglądać. I nie myślę tu tylko o piramidach.

Jedźcie więc do Egiptu. Potrafi zaskoczyć.

 

99 punktów(-y) (66%)

Lp Kategoria Ocena
1 Bezpieczeństwo 5
2 Drogo czy tanio 7
3 Stosunek ceny do wartości 6
4 Egzotyka, inność 7
5 Fajne, interesujące społeczeństwa | stosunek do turystów | ciekawe plemiona 5
6 Zabytki, muzea 10
7 Krajobrazy, architektura 8
8 Hotele 9
9 Jedzenie 4
10 Aktywny wypoczynek, plażowanie itp. 7
11 Przyroda, parki, zoo, zwierzęta 4
12 Klimat 9
13 Drogi, komunikacja, transport, swoboda podróżowania 6
14 Wizy, łatwość przekraczania granicy 8
15 Atrakcje, teatry, shows, ciekawostki, muzyka, kluby 4
  Razem punktów: 99
Informacja o systemie punktów

Witamy na jechcniejechac.pl. Strona powstała po to, aby umożliwić Państwu szybkie zapoznanie się z plusami i minusami miejsca w które się wybieracie.

Aby było jaśniej przygotowaliśmy dwa systemy ocen. Jeden obiektywny, oparty na systemie punktów za ważne dla większości podróżujących elementy składające się na ogląd kraju, takie jak bezpieczeństwo, ceny, klimat czy architektura.

Oraz drugi, całkowicie subiektywny, oparty o system gwiazdek, będący odzwierciedleniem tego jakie wrażenie zrobił na nas kraj, czy miejsce.

W ocenie autora miejsce uzyskało osiem na dziesięć możliwych gwiazdek - 8/10

Gwiazdki, maksymalnie 10, są subiektywną oceną autora, czy warto jechać
i nie muszą być zgodne z punktacją kategorii przedstawioną w tabeli poniżej.