F W latach siedemdziesiątych studiowałem na SGGW-AR i mój wydział prowadził wymianę studencką z uczelnią w Helsinkach. Grupy studentów z Finlandii przyjeżdżały na kilkudniowe wycieczki do Polski a nasi jeździli do Helsinek.

Nigdy nie zabrałem się tam, bo odmawiano mi paszportu. Za pierwszym razem, gdy zamiast paszportu urzędniczka na komendzie MO wręczyła mi karteczkę, spytałem dlaczego? – Tam jest napisane odparła i wyprosiła mnie za drzwi.

Rzeczywiście, w rubryce przyczyna odmowy podany był artykuł i paragraf.

Ludzie czekający na korytarzu poradzili, aby kupić właściwy Dziennik Ustaw.

Pojechałem do odpowiedniej księgarni i gdy w kolejce doszedłem do sprzedawczyni pokazałem jej karteczkę.

W ocenie autora miejsce uzyskało trzy na dziesięć możliwych gwiazdek - 3/10

Gwiazdki, maksymalnie 10, są subiektywną oceną autora, czy warto jechać 
i nie muszą być zgodne z punktacją kategorii przedstawioną w tabeli poniżej.

- Nie musi Pan kupować – powiedziała – zobaczy Pan na miejscu – i podała mi Dziennik Ustaw. Sam otworzył się na właściwej stronie, gdzie mój paragraf był aż przyciemniony od licznych paluchów śledzących tekst.

Brzmiał on: „odmowa z ważnych przyczyn społecznych”. Do tej pory nie wiem dlaczego mi odmawiano. Może chodziło o pochodzenie, a najprawdopodobniej ktoś na mnie doniósł. Wyjechałem dopiero w 81 roku na fali zmian, niepewności i bałaganu za czasów tzw. pierwszej Solidarności – na paszport służbowy – na praktykę do USA. Notabene było nas tam 24 osoby które gdy się upiły, zaczęły opowiadać o swoich rozmowach z Panami z SB. Wszyscy poza mną byli proszeni o napisanie sprawozdania z wyjazdu, z opisem zachowania pozostałych uczestników.

Wszyscy też zadeklarowali nam, że nic o nikim nie napiszą.

Sprawdziło się, bo 20 osób pozostało w USA a tylko 4 wróciły, w tym ja.

Po powrocie, w stanie wojennym, byłem przesłuchiwany w Pałacu Mostowskich przez SB. Odbyło się to w przyjaznej atmosferze, bo w końcu ja wróciłem do socjalistycznej ojczyzny a inni nie.

Na koniec spytałem czy będę mógł wyjeżdżać?

- Kto jak kto, ale Pan tak – powiedzieli. I tak było.

Ostatnio w IPN udostępniono mi akta. Mimo, że zakładałem Solidarność w swoim zakładzie pracy i wiem że w mojej sprawie toczyła się nawet urzędowa korespondencja z SB, IPN nie miał o mnie nic. Kompletnie. Wyczyszczono nawet przyczyny odmowy paszportów.

Jeżeli w tak błahej sprawie jak moja, wszystko usunięto, to w przypadku ludzi faktycznie działających, jak np. Wałęsa, na pewno zostawiono tylko to co miało zostać oraz stworzono to co miało być odkryte. Służby miały mnóstwo czasu.

No więc na wymianę do Helsinek nie pojechałem, ale pomagałem przy przyjmowaniu grup stamtąd. Jeździliśmy do Lublina i Majdanka, dużo piliśmy i gadaliśmy po angielsku. Waliliśmy prosto z mostu, jak syfiaście żyje się w komunie.

Oni na to, że nie jest wcale tak źle. Był wśród nich nawet jeden zadeklarowany komunista. Chodził w wysokich butach i długim skórzanym płaszczu – no istny Dzierżyński. Zastanawialiśmy się, czy nie nałożyć mu po ryju, ale na szczęście skończyło się na gadaniu.

Szczególnie podobała im się dyskoteka Hybrydy oraz tania dobra wódka.

Mieliśmy własnoręcznie zrobioną sześciometrową żaglówkę o wdzięcznej nazwie „Delirium”. We trzech zaprosiliśmy 3 Finki na wycieczkę. Z Zalewu Zegrzyńskiego popłynęliśmy na Bug. Tam na wyspie – namiot i ognisko. Zrobiliśmy grzańca na ognisku. Kilka flaszek jabola, pół litra, przyprawa do pierników i łyżka masła aby alkohol nie parował. Kąpiele w nocy, śpiewy, wrzaski. 

Gdy po paru dniach odprowadziliśmy je, na lotnisku, już po pożegnaniu, zawołały nas jeszcze i zapytały:

- Ale powiedzcie jeszcze nazwę tego świetnego wina, co piliśmy na wyspie.

Tarzaliśmy się ze śmiechu, wyjaśniając im co to było. Nie od dziś wiadomo, że towarzystwo i sceneria wpływa na smak trunku i vice versa zresztą.

Już w XXI wieku pojechałem do Finlandii. Moja firma wygrała 2 miejsca na wycieczce za koło podbiegunowe organizowanej przez naszego dostawcę – Toshibę. Polecieliśmy w lutym. Przesiadka w Helsinkach. Pamiętajcie Podróżnicy.

W Finlandii jest inny czas. Przesiadając się w Helsinkach – przestawcie zegarki. Raz omal nie przegapiłem swojego lotu. Click to Tweet

Nasz śmigłowy samolot dowiózł nas na Północ. Mimo że był luty, temperatura tylko -5.

Będą i na pewno zapamiętacie zjazd lodową rynną, a jeśli nie zapamiętacie, to nie szkodzi – dostaniecie dyplom z pamiątkowym zdjęciem na bobsleju.

5.3Overall10Bezpieczeństwo4Drogo czy tanio5Stosunek ceny do wartości5Egzotyka, inność5Fajne, interesujące społeczeństwa | stosunek do turystów | ciekawe plemiona2Zabytki, muzea4Krajobrazy, architektura6Hotele6Jedzenie4Aktywny wypoczynek, plażowanie itp.6Przyroda, parki, zoo, zwierzęta2Klimat7Drogi, komunikacja, transport, swoboda podróżowania10Wizy, łatwość przekraczania granicy4Atrakcje, teatry, shows, ciekawostki, muzyka, kluby

Ciepło w sumie.

Jedliśmy renifera – całkiem dobry, ale nie zawsze, bo na lotnisku dali takiego pływającego w tłuszczu – no koszmar po prostu.

Zwiedzaliśmy lodowy hotel. Pokoje w igloo, futra na lodowych łóżkach. Kaplica cała ze śniegu i lodu – tu pewnie brał ślub Wiśniewski z „Ich Troje”. Restauracja z lodu – sponsorowana przez Finlandię – wódka dobra i o dziwo zimna – muszę powiedzieć.

Potem była wycieczka do sauny, latanie po śniegu na golasa, siedzenie w kilka osób w wielkiej drewnianej kadzi wśród padającego śniegu.

Była wycieczka na motorowych saniach. Prowadziliśmy sami. Duże silne maszyny. Jechaliśmy długo przez las i bezdroża. Potem korytem zamarzniętej rzeki. 

Wreszcie wyjechaliśmy na zamarznięte morze i pędziliśmy stadem ile dała fabryka. Do tej pory się dziwię, że nic nikomu się nie stało bo jechaliśmy jak wariaci i mijaliśmy przeręble i inne fajne niespodzianki w ogóle nie oznakowane. Potem znowu wódka i mięso w drewnianej karczmie, przy kominku.

Cały ten pobyt prześladował mnie Bułgar, który ilekroć mnie widział, podbiegał krzycząc:

- Hej Poland! Good fucking! Poland very good fucking. I walił mnie po plecach z sympatią. Dowiedziałem się że był na jakimś szkoleniu technicznym w hotelu Holiday Inn w Warszawie i tam trafiło mu się fantastic fucking za małe pieniądze.

Gdy to opowiadał cały czas wykonywał ruchy jakby odbijał się kijkami jadąc na biegówkach i poruszał biodrami jak Elvis.

Po paru występach grubego Bułgara, już inni uczestnicy witali nas też podobnie. 

Mieliśmy też wycieczkę na lodołamaczu. Wielki okręt pruł po zamarzniętym morzu dysponując olbrzymią masą i siłą. Kruszył lód a my oczywiście piliśmy i śpiewaliśmy. W pewnym momencie zrobił kółko i powstało coś w rodzaju jeziorka.

Czas na kąpiel.

Ubraliśmy się w skafandry ratunkowe dla załóg pływających w Arktyce i po trapie zeszliśmy na lód. Potem pływaliśmy w morzu, niezgrabnie ale jednak. 

Potem znów piliśmy i śpiewaliśmy. Na koniec wróciliśmy do Polski zadowoleni.

Finlandia nie ma wielkich zabytków ani egzotyki, ale jej ludzie i życie wśród natury są godne „zwiedzenia”.

Na koniec jeszcze wspomnę, że pracując jako weterynarz na wsi przyjąłem do siebie na tydzień praktykantkę z Finlandii.

Boguś G, który organizował kongres studentów wet. przywiózł mi ją i wyjaśnił, że coś jej się pokręciło i przyleciała o tydzień za wcześnie. Mieszkała u mnie w domu i jeździliśmy razem codziennie do chorych zwierzaków. Była całkiem przystojna i zachwycona tym, że ma do czynienia z końmi. U nich to była rzadkość – tylko konie sportowe, do których studentów się nie dopuszcza.

Kiedyś byliśmy u chorej maciory. Zrobiłem zastrzyk, wypisałem kwit a tu chłop stary kawaler pyta:

- Panie doktorze po kielichu? i wyciąga flachę. Podziękowałem – kierowca. Ale patrzę, a Finka aż się śmieje do tej butelki. Rozpili ją we dwójkę, tylko chrząkając i mlaskając, nie znali żadnych słów w swoich językach.

Innym razem weszła do naszej apteki w lecznicy. Był to pokój z regalami na lekarstwa. Jej uwagę przykuła szklana szafka ze starymi nieużywanymi od lat narzędziami położniczymi. 

Embriolomy, do kawałkowania płodów w macicy krowy, przedłużacze ręki do układania płodów w prawidłowej pozycji, różne kleszcze i noże. Wszystko pokryte kurzem od lat i pajęczynami. 

Otworzyła szafkę i sięgnęła ale zatrzymała rękę.

- Czy to jest sterylne? – spytała.

Ale jaja. Od razu poleciałem do kolegów podzielić się jej wątpliwością.

Wzruszające było, jak rolnicy traktowali jej obecność. No zupełnie jak coś oczywistego. Dziewczyna z Finlandii pracuje w wiosce S powiat W. Normalne! 

Wiedzieli że na ich standardy jestem ekscentrykiem. Warszawiak.

No i jeszcze jedno.

Na jakiejś międzynarodowej konferencji biznesowej powiedziałem przy kolacji Finom, że mój dziadek miał order Białej Róży. Nie uwierzyli. Ten order daje się jednej, dwóm osobom rocznie! A dziadek studiował na Politechnice w Petersburgu i przyjaźnił się z Finami. Potem był konsulem honorowym Finlandii. I dostał order Białej Róży. Za rok na kolejną konferencję przywiozłem dyplom orderu Dziadka na czerpanym papierze. Opowiedziałem, że w czasie okupacji Dziadek wyrobił rodzinie zaświadczenie chroniące przed łapankami – Finlandia była sojusznikiem Niemiec.

Ojciec mimo że mógł się dzięki temu wymigać, pojechał po Powstaniu Warszawskim do Dachau razem z trzema kolegami – Przyjaciółmi.

Wszyscy zginęli poza Ojcem. Twierdził że dla normalnego człowieka przeżycie w obozie koncentracyjnym było po prostu niemożliwe. Na samym początku, na apelu, zapytano kto z Polaków dobrze zna niemiecki. Tata, jako że rodzina miała niemieckie korzenie i znajomość tego języka była tradycyjnie pielęgnowana, zgłosił się i został tłumaczem komendanta. Opowiadał jak wyglądał wieczorny posiłek. Otóż przed barakiem ustawiała się kolejka. Wydawano chleb i każdy ze swoim kawałkiem wbiegał do baraku. Tam czekał już zgłodniały tłum i rzucał się na wchodzących, aby wyrwać i pożreć ich porcję.

Jedyna metoda to było jeszcze biegnąc wepchnąć chleb do ust i zacisnąć zęby. Po przejściu strasznego magla w ciemnościach, można było zaszyć się na swojej pryczy i zjeść. Ojciec stracił kilka zębów, ale przeżył. W chwili wyzwolenia ważył 45 kg. Niestety jego kumple, wysportowani młodzi 19 letni chłopcy nie żyli już po dwóch miesiącach. Głód, bicie, zimno i praca ponad siły wykańczały szybko i skutecznie każdego. Tata gryzł się do końca życia, że nie mógł im pomóc mimo swojej pozycji tłumacza. Te tysiące ludzi, którzy po Powstaniu Warszawskim trafiło do obozów i tam zginęło, lub przeszło piekło i przeżyło, również były cichymi ofiarami tego Powstania.

Finowie posmutnieli i wyraźnie wstydzili się tej części swej historii.

Jak mówi klasyk: Atmosfera się skwasiła. 

Tak więc Finlandia – Jechać.

PS. Do tej pory żałuję że nie posmakowałem jazdy psim zaprzęgiem – a w Finlandii to możliwe.

80 punktów(-y) (53%)

Lp Kategoria Ocena
1 Bezpieczeństwo 10
2 Drogo czy tanio 4
3 Stosunek ceny do wartości 5
4 Egzotyka, inność 5
5 Fajne, interesujące społeczeństwa | stosunek do turystów | ciekawe plemiona 5
6 Zabytki, muzea 2
7 Krajobrazy, architektura 4
8 Hotele 6
9 Jedzenie 6
10 Aktywny wypoczynek, plażowanie itp. 4
11 Przyroda, parki, zoo, zwierzęta 6
12 Klimat 2
13 Drogi, komunikacja, transport, swoboda podróżowania 7
14 Wizy, łatwość przekraczania granicy 10
15 Atrakcje, teatry, shows, ciekawostki, muzyka, kluby 4
  Razem punktów: 80
Informacja o systemie punktów

Witamy na jechcniejechac.pl. Strona powstała po to, aby umożliwić Państwu szybkie zapoznanie się z plusami i minusami miejsca w które się wybieracie.

Aby było jaśniej przygotowaliśmy dwa systemy ocen. Jeden obiektywny, oparty na systemie punktów za ważne dla większości podróżujących elementy składające się na ogląd kraju, takie jak bezpieczeństwo, ceny, klimat czy architektura.

Oraz drugi, całkowicie subiektywny, oparty o system gwiazdek, będący odzwierciedleniem tego jakie wrażenie zrobił na nas kraj, czy miejsce.

W ocenie autora miejsce uzyskało cztery na dziesięć możliwych gwiazdek - 4/10

Gwiazdki, maksymalnie 10, są subiektywną oceną autora, czy warto jechać
i nie muszą być zgodne z punktacją kategorii przedstawioną w tabeli poniżej.