RRok 1980. Założyliśmy “Solidarność” i byliśmy z tego dumni. Aby pokazać wsi, po której stronie są weterynarze, ustaliliśmy, że będziemy nosić plakietki z logiem “Solidarności”, imieniem i nazwiskiem, stanowiskiem i nazwą lecznicy.

Pracowaliśmy z tymi plakietkami. Mieliśmy dobrą opinię. Było cool. Co tydzień mieliśmy zebrania – narady. Były omawiane problemy, drobne konflikty, zmiany organizacyjne, wieści z województwa lub powiatu.

Na którymś z takich spotkań o głos poprosił Sławek.

4.7Overall6Bezpieczeństwo3Drogo czy tanio4Stosunek ceny do wartości2Egzotyka, inność1Fajne, interesujące społeczeństwa | stosunek do turystów | ciekawe plemiona1Zabytki, muzea6Krajobrazy, architektura6Hotele4Jedzenie4Aktywny wypoczynek, plażowanie itp.5Przyroda, parki, zoo, zwierzęta8Klimat6Drogi, komunikacja, transport, swoboda podróżowania9Wizy, łatwość przekraczania granicy5Atrakcje, teatry, shows, ciekawostki, muzyka, kluby

- Szanowni Koledzy i Koleżanko (to do sekretarki). Mam taki wniosek, aby zrezygnować z noszenia tych naszych plakietek. Otóż wczoraj wieczorem zaszedłem kupić papierosy do baru “Jedność”. No znacie to miejsce... Kupa ludzi tam przychodzi. A na trawniku przed knajpą leżała postać. Chłop leżał na wznak, nogi w gumiakach miał rozrzucone, był nieprzytomny. Spał pijany po prostu! W sumie normalka... Ale jeszcze coś: był w białym fartuchu. Na piersiach miał plakietkę “Solidarność”, Jan Z., Sanitariusz Lecznica w W.

Wypiłem duży łyk zalewanej herbaty.

Wniosek przeszedł jednogłośnie. A miało być tak fajnie!


 

W ocenie autora miejsce uzyskało trzy na dziesięć możliwych gwiazdek - 3/10

Gwiazdki, maksymalnie 10, są subiektywną oceną autora, czy warto jechać 
i nie muszą być zgodne z punktacją kategorii przedstawioną w tabeli poniżej.

Znacie dowcipy z serii przychodzi facet do burdelu i mówi: ale ja mam tylko 10 pln.

- No za 10 złotych to mogę zaproponować tylko „złotą gwiazdę”.

- Dobra biorę.

Prowadzą go do pokoju, rozbiera się, czeka, aż otwierają się drzwi i wchodzi wielki Murzyn z dwoma cegłami ..... i tak dalej.

Tak właśnie jest z fajnie brzmiącą nazwą – „Wyspy Kanaryjskie”. Synonim luksusu, egzotyki, tropikalnej pogody i cudownych widoków. Myślimy: rajskie życie tam pędzą piękni, bogaci ludzie w białych, modnych strojach, przechadzają się po pięknej, długiej plaży, a nad nimi, w upalnym słońcu kołyszą się królewskie palmy. Latają kolorowe ptaki, śpiewają, a szampan leje się strumieniami. Spędzić urlop na Wyspach Kanaryjskich – to brzmi dumnie. To nobilituje. Jak koktajl na pokładzie jachtu księcia Monaco.

Takie miejsca jak Detroit, Meksyk czy Sycylia kojarzyły nam się z dostatkiem, nutką luksusu i pozytywnej, zachodniej lub południowej odmienności. Nie sądziliśmy że są to miejsca podupadłe, gdzie na ulicach płoną ogniska a wiatr gna śmieci. Przestępczość to chleb powszedni i lepiej cały czas dobrze się pilnować. Że to miejscach świadczące o tym że coś się nie udało i nie musi wcale pójść dobrze. Być może warto je zobaczyć, ale nie będziemy ich wspominać z euforią.

 

Kelnerzy wbiegli na salę jak brygada antyterrorystyczna i jednocześnie zablokowali kluczowe punkty.

  • termos z kawą

  • stand z wędlinami

  • podgrzewacz jajecznicy.

Spóźnione choć sekundę, zaspane rodziny z beczącymi dziećmi, nie miały szans na śniadanie.

A w Hiszpanii, przywykłej do sjesty, życie toczy się do późnej nocy, ryczą motocykle, trąbią auta a restauracje i puby są pełne prawie do rana. Więc też śpi się do późna. Co dzień rano lubiłem obserwować jak bogaci, pewni siebie Niemcy żebrzą bezskutecznie o filiżankę kawy. Sorry no! Po 10.00. I pomachanie paluszkiem.

Dostaliśmy bungalow na śmietniku, z kupą cegieł i taczką bez koła przed samym wejściem.

Jako prezes sporej, rozwijającej się firmy, poszedłem do recepcji i poprosiłem o rozmowę z managerem. Wysłuchał mnie i zaskoczył:

- Wiesz co mi możesz? Nic, zaręczam ci, nic! Daję ci wybór – rzekł. -  Awanturujesz się dalej, zajmujesz mój czas i do końca mieszkasz na śmietniku. Albo jesteś grzeczny i jak się coś zwolni to Was przeniosę.

Stoczyłem wewnętrzną walkę i rozsądek zwyciężył. Po trzech dniach czyśćca, mieszkaliśmy na samym klifie, z widokiem na ocean.

Znajomym Amerykanom, którzy reklamowali cieknący dach w bungalowie i mokrą pościel, wyjaśniono że deszcz już się kończy, więc no problem!


Rok 1974 odbywamy we dwóch z kumplem Bogdanem rejs w dół Wisły. Płyniemy w deszczu drewnianą żaglówką z malutką kabinką, bez żadnych udogodnień. Bez silnika. Śpimy na podłodze. Gotujemy na butli trzymanej między nogami na przechyłach. Docieramy do Torunia. Jesteśmy już po kilku dniach wymarznięci i wymęczeni. Mżawka cały czas, więc postanawiamy, że aby jakoś dojść do siebie pójdziemy do restauracji na dancing i wódeczkę. Ogrzejemy się, dobrze zjemy, a może przydarzy się coś więcej!? Kto wie. Więc toaleta w zimnej wodzie. Golenie z malutkim lusterkiem zawieszonym na maszcie. Najlepsze ciuchy schowane na specjalną decyzję. Skaczemy przez kałuże i w centrum miasta znajdujemy dużą restaurację o nazwie tak dumnej, jak Teneryfa (przynajmniej). Wchodzimy do holu i stajemy przed bramkarzem. Stare żółte sztormiaki, twarze czerwone od wiatru. Widać, że młodzi i bez pieniędzy.

- Panowie, to lokal kategorii S. Obowiązują krawaciki! – serwuje bramkarz pewny, że już wygrał.

Ściągamy mokre kurtki i ukazuje się elegancja-francja, elano-wełna, peerelowski szyk i krawaty na gumce.

Sukces! Dostajemy stolik na środku wielkiej sali. Olbrzymia przestrzeń, górne jarzeniowe oświetlenie. Orkiestra rżnie nudne standardy. Ciepła wódka, zimnawe kotlety. Czas płynie nieciekawie.

Nagle na środku sali, samotny konsument wstaje, zdejmuje buty i stawia je na obrusie na środku stołu.

- Cicho!!! - ryczy.

Zapada cisza. Gwar milknie. Orkiestra nie gra.

- Który k...a zdejmie te buty?

Nie ma chętnego. Facet stoi rozkraczony i kołysze się wprzód i w tył.

Sala zamarła. Kompletna cisza.

- No który chętny? Który zdejmie buty? - ponawia wezwanie.

Na salę wchodzi milicjant. Zachodzi klienta i od tyłu wali go w głowę bez uprzedzenia gumową pałką!

- Weź te buty – pada komenda.

O dziwo, facet bierze buty.

- Idziemy!

Wychodzą. Klient przodem, za nim milicjant. Gwar wraca. Impreza idzie dalej jakby nigdy nic.

To był najciekawszy moment tego wieczora. Zasnęliśmy w naszej ciasnej zimnej kabinie, a deszcz bębnił o pokład.

Ta awantura, była jedyną rzeczą, jaka kojarzy mi się z tamtą wizytą w Toruniu.

Tak samo jak awantury w hotelu z Teneryfą.

 


Wyspy Kanaryjskie leżą niedaleko od Europy. Turystów jest mnóstwo i naprawdę, nie ty, to będzie inny klient. Twoja opinia jest bez znaczenia.

Na Teneryfie nie ma plaż do jakich przywykliśmy. Jest powiedzenie, że wielkość nie ma znaczenia. W wypadku plaży jednak ma, a na pewno ma kolor. Czarny wulkaniczny miał, zamiast piasku, oblepia mokre ciała. Fuj. Oczywiście zdarzają się nastoletnie Rosjanki w toplesie, którym do twarzy z tym błotem na brzuchu.

Ale już ich otyłym i łysym opiekunom to zdecydowanie nie pasuje. Wręcz degraduje ich poważny image i nie pomaga nawet męska biżuteria dobrej firmy na kilogramy.

Ceny na Teneryfie są dość wysokie. Pogoda zimą bywa wietrzna i deszczowa. Bywają huragany. Generalnie jest dość chłodno, a czasem wręcz zimno. No oczywiście są też jasne strony. Miła starówka stolicy wyspy Santa Cruz de Tenerife, wycieczka na wulkan Teide, jeżeli ktoś nie był na wulkanie i nie widział księżycowych scenerii będzie zachwycony. Dobrym pomysłem jest wynajęcie samochodu i samodzielne podróże – odległości są stosunkowo niewielkie.

Absolutnie godny polecenia jest Loro Park – ogród zoologiczny. W przeciwieństwie do znanych zoo, jak te w San Diego albo Warszawie, zgniecione jest na malutkiej skalistej powierzchni, a mimo to urządzone tak, że przyjemnie się tam spaceruje, nawet mimo tłoku. Dobre show ssaków morskich!  Myślę, że to jednak za mało, aby tam jechać…

No chyba że się jest młodą Rosjanką, która potrzebuje zdjęć w błocie do swojego portfolio.

 

 

72 punktów(-y) (48%)

Lp Kategoria Ocena
1 Bezpieczeństwo 6
2 Drogo czy tanio 3
3 Stosunek ceny do wartości 4
4 Egzotyka, inność 2
5 Fajne, interesujące społeczeństwa | stosunek do turystów | ciekawe plemiona 1
6 Zabytki, muzea 1
7 Krajobrazy, architektura 6
8 Hotele 6
9 Jedzenie 4
10 Aktywny wypoczynek, plażowanie itp. 4
11 Przyroda, parki, zoo, zwierzęta 5
12 Klimat 8
13 Drogi, komunikacja, transport, swoboda podróżowania 6
14 Wizy, łatwość przekraczania granicy 9
15 Atrakcje, teatry, shows, ciekawostki, muzyka, kluby 5
  Razem punktów: 72
Informacja o systemie punktów

Witamy na jechcniejechac.pl. Strona powstała po to, aby umożliwić Państwu szybkie zapoznanie się z plusami i minusami miejsca w które się wybieracie.

Aby było jaśniej przygotowaliśmy dwa systemy ocen. Jeden obiektywny, oparty na systemie punktów za ważne dla większości podróżujących elementy składające się na ogląd kraju, takie jak bezpieczeństwo, ceny, klimat czy architektura.

Oraz drugi, całkowicie subiektywny, oparty o system gwiazdek, będący odzwierciedleniem tego jakie wrażenie zrobił na nas kraj, czy miejsce.

W ocenie autora miejsce uzyskało trzy na dziesięć możliwych gwiazdek - 3/10

Gwiazdki, maksymalnie 10, są subiektywną oceną autora, czy warto jechać
i nie muszą być zgodne z punktacją kategorii przedstawioną w tabeli poniżej.