SStosunki polityczne Polska – Rosja są pod psem. Polacy wspomagają Ukraińców którzy zabijają Rosjan w Donbasie. Oba kraje nałożyły na siebie wzajemnie sankcje. Czy w związku z tym podjąć oczywiste ryzyko i tam jechać?

Otóż musisz wiedzieć jedną rzecz. Rosjanie mają Ciebie i nasz kraj raczej w dupie. Mają stosunek obojętny. Po pierwsze się nie liczymy, a po drugie wiedzą, że połajanki na szczeblu rządowym w ogóle nie mają przełożenia na normalne ludzkie stosunki.

Więc żadne wyjątkowo złe traktowanie Polakom nie grozi. Będzie normalnie.

Szastający pieniędzmi bogacze będą traktowani po królewsku.

Do młodych pięknych dziewczyn wszyscy będą mieli różne ważne sprawy. A łysi brodacze w sandałach będą traktowani tak jak wszędzie. Więc jechać!

Na początku lat dziewięćdziesiątych XX w. powadziłem z kolegami ze studiów małą firmę handlująca elektroniką biurową. Nasz austriacki partner utrzymywał w Warszawie skład celny, a my sprzedawaliśmy towary zainteresowanym. Bardzo szybko pojawili się u nas Rosjanie.

Przyjeżdżali, przywożąc walutę w plastikowych torbach, kupowali urządzenia i wracali do siebie. Często odwoziliśmy ich na dworzec, załatwialiśmy hotele, zakupy. Nauczyliśmy się sprawdzać autentyczność banknotów. Kiedyś przy liczeniu wyłapałem kilka prymitywnych podróbek.

4.7Overall5Bezpieczeństwo7Drogo czy tanio5Stosunek ceny do wartości5Egzotyka, inność3Fajne, interesujące społeczeństwa | stosunek do turystów | ciekawe plemiona8Zabytki, muzea7Krajobrazy, architektura4Hotele4Jedzenie4Aktywny wypoczynek, plażowanie itp.5Przyroda, parki, zoo, zwierzęta2Klimat3Drogi, komunikacja, transport, swoboda podróżowania4Wizy, łatwość przekraczania granicy5Atrakcje, teatry, shows, ciekawostki, muzyka, kluby

- Co to? Fałszywe mi przywiozłeś? – zrobiłem groźną minę. Klient uśmiechnął się rozbrajająco. U nas takie są w porządku, normalnie chodzą. Ale daj, wymienię. Większość jednak była uczciwa. Odpowiadało im, że mówimy po rosyjsku i przyjazd jest stosunkowo łatwy. Szybko nauczyłem się aby nie oceniać ich po wyglądzie czy zachowaniu. Często straszny dziad, nieogolony, w czarnym dresie z reklamówką w ręce okazywał się majętnym i świetnym klientem. Bywało, że szliśmy coś zjeść z nimi i najchętniej odwiedzali McDonalda.

Kiedyś młody człowiek Andriej, który był u nas kolejny raz, zaproponował że kupi 20 szt. dużych faxów xeroxa. Nietypowe było to, że chciał płacić akredytywą. Polega to na tym, że wysyła się towar, a gdy odbiorca przedstawi w banku dokumenty, że je otrzymał, jego bank przelewa pieniądze do banku dostawcy. Miał dokumenty z jakiegoś małego banku w Kiszyniowie. Poszedłem do naszego banku na Grójeckiej – PKO BP. Pokazałem papiery Pani w okienku, a ona po konsultacji z kierowniczką stwierdziła że chyba są ok. Choć na tamte czasy transakcja była ogromna, podjąłem ryzyko. Zabrał urządzenia i zniknął. Męczyłem się w niepewności ponad tydzień, gdy nagle dowiedziałem się w banku, że pieniądze przyszły. Byłem uratowany i uradowany. Andriej wkrótce wrócił. Na obiedzie stwierdził, że ma okazję. Na lotnisku w Kiszyniowie stoi odrzutowiec, bodajże TU134. Można go kupić za 50.000 dolarów. Jest na chodzie. Możnaby nim latać i dobrze zarabiać. To co kupujemy? – zapytał.

Przedstawiłem sprawę kolegom. Nie podjęliśmy ryzyka. A kto wie, może nasza linia lotnicza odniosłaby sukces? Pytałem się Andrieja, skąd ma pieniądze. Wyjaśnił, że interesy robią ci, którzy umieją pobrać kredyt. Oczywiście w rublach. Oprocentowanie 4% a inflacja 50% po dwóch latach oddaje się kwotę która ma cząstkę wartości pobranego kredytu. A jego papa robi w banku w Kiszyniowie!

Innym rosyjskim znajomym był Misza. Pracował na warszawskim AWF jako trener tenisa. Był młody, przystojny, elokwentny, dobrze wychowany i ubrany a do tego znał 5 języków. Trudnił się półlegalnym handlem kawiorem, ale kręcił się też wokół naszej firmy. Kiedyś na naszą prośbę pojechał z nami do Wiednia, gdzie kompletnie oczarował braci H. naszych dostawców. Pomógł wyprowadzić jakieś zabagnione papiery, dzięki swojej rosyjskiej firmie. Szybko się dorabiał, został przedstawicielem Smirnofa na Rosję i został zastrzelony w swoim paryskim mieszkaniu. Również Polacy wozili do Rosji sprzęt na sprzedaż.

Pan Krzysztof co tydzień kupował jedną kopiarkę, jechał do Moskwy, sprzedawał, bawił się i wracał. Któregoś razu wrócił poruszony. Poprosił o 2 szt., bo musi się odegrać. Otóż gdy jechał taksówką z lotniska Szeremietiewo do centrum, zatrzymała ich milicja. Okazało się że to przebierańcy. Jeden poprosił aby otworzył usta. Gdy to zrobił, włożył mu do buzi lufę automatu i tak go trzymał, gdy wspólnik rabował, przeładowywał towar i przeszukiwał samochód. Zmęczony, oparł zęby na lufie. Gdy skończyli, bandyta raptownie wyjął karabin, a muszka wyłamała mu górny ząb.

Ponieważ rosyjski interes nam się rozkręcał, postanowiliśmy że trzeba pojechać do Moskwy, pogadać z odbiorcami, firmami handlującymi tam elektroniką, rozejrzeć się. Padło na mnie. Przez kilka dni zwiedziłem kilkanaście dziwnych firm, które właściwie nie wiadomo co robiły a ludzie czym się zajmowali. Jeden biznesman miał na placyku przed budynkiem dwie sztuki schodów do samolotu. Miał się na nich dorobić. Bo to były schody ruchome, zaprojektowane i wykonane specjalnie dla Leonida Breżniewa.

Niestety właśnie wtedy Rosjanie zaczęli sami importować sprzęt z Singapuru, Japonii i Tajwanu i nasz interes siadł.

Byłem w jednym z pierwszych prywatnych rosyjskich banków. Mieścił się w dużej willi w centrum, ogrodzonej kutym z żelaza płotem i najeżony kamerami. Nie prowadził wcale usług dla ludności. Zajmował się poważniejszymi sprawami. Prowadziła go rodzina rosyjskich Żydów. Ponieważ wcześniej załatwiłem im coś w Warszawie, byłem miło przyjmowany. Najmłodszy, chłopak może dwudziestopięcioletni, interesował się moim zegarkiem. Gdy stwierdził że to tylko Citizen ze średniej półki prychnął z pogardą. Opowiadał ciągle co on ma, gdzie mieszka i ile ma obrazów Chagalla w domu. Natomiast pełne uznanie znalazło moje wieczne pióro, prezent od partnerów z Austrii. Był to gruby jak palec u nogi, okuty złotem Mont blanc. Tam często z niego korzystałem. Zostałem przez nich zaproszony na kolację. Przejazd przez miasto kawalkadą czarnych samochodów i biesiada, gdzie główną rolę grały wędzone czerwone ryby i czarny kawior. Przygrywał skrzypek, który podobno grał też dla prezydenta Reagana w czasie jego wizyty. Dostał 50 dolarów, podziękował.

Patrz, zielone, a wziął bez mrugnięcia – zauważył finansista – obrót walutą był wtedy nielegalny. Miałem kolegów, muzyków rockowych którzy założyli firmę sprzedającą sprzęt nagłaśniający. Uczestniczyli w wystawie sprzętu muzycznego w Moskwie. Mieli wielkie stoisko, składające się z dwóch podwyższonych platform ze stolikami i długiego baru pomiędzy nimi. Wejście było za zaproszeniami, ale i tak alejkami przesuwało się mnóstwo ludzi. Wielką atrakcją dla wszystkich były foldery z kolorowymi zdjęciami. Absolutna nowość w tamtych czasach. W pewnym momencie Wojtek P przypomniał sobie, że mają kilka kartonów z plastikowymi reklamowymi torbami. - Rozdawaj je, rzucił do pracownika. Ten wszedł na podwyższenie i zaczął podawać torby zwiedzającym. W okamgnieniu zebrał się tłum. Las wyciągniętych rąk. Krzyki. Napierali na stoisko. Aluminiowa konstrukcja zaczęła chwiać się i trzeszczeć. Zaraz runie.

- Rzucaj, k...a! Rzucaj! – krzyknął Wojtek.

Kolega chwycił cały karton, zamachnął się i wypuścił zawartość. Zakotłowało się, a wrzask zmienił tonację na wyższą. Część toreb poleciała na stoisko ze sprzętem Yamaha, które było naprzeciwko. Ciżba pobiegła za torbami. Tratowali pięknie wystawione gitary i skrzypce. Czerń pokryła całe ich stoisko. Wreszcie wyzbierano ostatnie torby i wszyscy się rozeszli. Pozostali Japończycy, którzy oglądali połamane instrumenty i szeptali coś w swoim narzeczu.

Wieczorem całe kolorowe towarzystwo przenosiło się do hotelu. Były hostessy, które dzwoniły po koleżanki. Niełatwo było im pokonać bramkarzy przy wejściu. Był na to sposób. Przez okno zrzucano im kupione gdzieś muzułmańskie burki. W tym stroju przekraczały kontrolę bez problemu. A gdy je zdejmowały – o rany! Niektóre to były naprawdę klasa. Wiem o jednym przynajmniej ślubie, skutkiem tych zabaw.

Obecnie, wobec spadku kursu rubla, Rosja znów zrobiła się tania. Oczywiście dwie główne atrakcje to Moskwa i St. Petersburg. Ale warto też opuścić na trochę te dwa miasta, aby posmakować rosyjskiej prowincji. Tam zobaczycie kraj, jakby czas cofnął się do ery sowieckiej. Są zwolennicy Bajkału jak i podróży koleją transsyberyjską. Ciekawym miastem jest Wołgograd – dawny Stalingrad. Również Nowogród i Psków mają trochę zabytków. Wyspy Sołowieckie – to kawał rosyjskiej strasznej historii. Ciekawe są rejsy rzekami, choć Dniepr – główna trasa należy już do Ukrainy. Za to piękny i rozrywkowy w sezonie Krym – do Rosji.

Kaukaz i jego podnóże, są ciekawe, nie tylko przez krajobrazy i zabytki ale również kozacką społeczność która kultywuje swoje tradycje.

Opowiadał mi kolega, że na Uralu jechał trolejbusem wzdłuż muru fabryki czołgów który miał 50 km długości. Z drugiej strony drogi były ogródki działkowe, a ich środkiem płynęła rzeczka koloru jaskrawo-pomarańczowego.

Jeżeli lubisz zaliczać takie atrakcje, na pewno rosyjska prowincja Cię nie zawiedzie.

Jeżeli znacie rosyjski, lubicie zagadywać obcych ludzi, rozmawiać o historii i trudnym obecnym życiu, z pewnością znajdziecie ciekawych rozmówców Click to Tweet

Ci którzy chcieliby przeżyć fajny elegancki weekend w obcym pięknym mieście, mogą poczuć się nieco zawiedzeni. Zdecydowanie wyjazd polecam bardziej panom niż paniom. I wcale nie chodzi o to, że Rosjanom czegoś brakuje, a Rosjankom nie. Po prostu koktajl atrakcji jaki Rosja oferuje, lepiej przyjmowany jest przez jestestwo męskie. Naprawdę!

 

 

71 punktów(-y) (48%)

Lp Kategoria Ocena
1 Bezpieczeństwo 5
2 Drogo czy tanio 7
3 Stosunek ceny do wartości 5
4 Egzotyka, inność 5
5 Fajne, interesujące społeczeństwa | stosunek do turystów | ciekawe plemiona 3
6 Zabytki, muzea 8
7 Krajobrazy, architektura 7
8 Hotele 4
9 Jedzenie 4
10 Aktywny wypoczynek, plażowanie itp. 4
11 Przyroda, parki, zoo, zwierzęta 5
12 Klimat 2
13 Drogi, komunikacja, transport, swoboda podróżowania 3
14 Wizy, łatwość przekraczania granicy 4
15 Atrakcje, teatry, shows, ciekawostki, muzyka, kluby 5
  Razem punktów: 71
Informacja o systemie punktów

Witamy na jechcniejechac.pl. Strona powstała po to, aby umożliwić Państwu szybkie zapoznanie się z plusami i minusami miejsca w które się wybieracie.

Aby było jaśniej przygotowaliśmy dwa systemy ocen. Jeden obiektywny, oparty na systemie punktów za ważne dla większości podróżujących elementy składające się na ogląd kraju, takie jak bezpieczeństwo, ceny, klimat czy architektura.

Oraz drugi, całkowicie subiektywny, oparty o system gwiazdek, będący odzwierciedleniem tego jakie wrażenie zrobił na nas kraj, czy miejsce.

W ocenie autora miejsce uzyskało sześć na dziesięć możliwych gwiazdek - 6/10

Gwiazdki, maksymalnie 10, są subiektywną oceną autora, czy warto jechać
i nie muszą być zgodne z punktacją kategorii przedstawioną w tabeli poniżej.